Tokarz - Moto-Jelcz grał wtedy w III lidze

- opublikowano: 17-07-2014

W drugiej połowie lat 60-tych zaczęto nagle mówić, że w Moto-Jelczu Oława pojawił się wyjątkowy piłkarz. Prawoskrzydłowy, który na boisku robi cuda. Zainteresował się nim Górnik Zabrze i chciał go pozyskać. Chciał go też Śląsk Wrocław. W napadzie Górnika grali wówczas Pol, Lubański, Lentner, Musiałek. Kadrowicze. Grało się wtedy systemem 4-2-4. Górnik miał dwóch lewoskrzydłowych na poziomie reprezentacyjnym, a nie miał tej klasy prawoskrzydłowego. Tokarz byłby wzmocnieniem i wybawieniem. Mieliby drużynę na światowym poziomie. Śląsk w tym czasie lawirował na granicy spadku. Zwykle pod koniec sezonu przyjeżdżała na mecz Polonia Bytom, która była w tym czasie w czołówce polskiej ekstraklasy, przegrywała i Śląsk pozostawał w I lidze. Śląsk zabiegał o Tokarza „w interesie dolnośląskiego piłkarstwa”. Poza tym mógł go w każdej chwili powołać do wojska.

Moto-Jelcz grał wtedy w III lidze, a Tokarz przerastał wszystkich o całe niebo. Ci, którzy w naszej miejscowości mieli rowery albo nawet motory jeździli do Oławy na każdy mecz i opowiadali potem legendy o Tokarzu. Tacy jak ja łapczywie te opowieści łykali. Kiedy się grało w piłkę na łące, każde udane zagranie – to był „Tokarz”. Również hierarchia sław, którą się posługiwaliśmy, była taka: Tokarz, potem długo długo nic, potem Lubański, Pol, Sadek, Jarosik, Pele (to już u koneserów).

Zawodowi kibice, kiedy wracali z Oławy, mówili z zachwytem o boiskowych obyczajach, bardzo oficjalnych, rygorystycznie stosowanych. Trzech sędziów na meczu, a nie tak jak u nas jeden. I dystans kibiców wobec sędziów oraz ich decyzji. Co najwyżej gwizdy. U nas dominowała bezpośredniość. Kiedy kibic uważał decyzję sędziego za błędną (to była zawsze decyzja na naszą niekorzyść), wjeżdżał bryczką na boisko i batem sędziego, batem. Był – przypominam sobie – sędzia, który wcześniej należał do czołowych średniodystansowców kraju. Potem dorabiał sobie sędziowaniem i – jak mówili – sprzedawaniem wyników. Ten musiał mieć wcześniejsze nie najlepsze doświadczenia, bo przyjeżdżał motorem, który zostawiał przynajmniej 2 kilometry od boiska. Kiedy ruszali ku niemu kibice, wybiegał na drogę i gnał w kierunku motoru. Dobry był, bo taką przewagę był w stanie sobie wypracować, że miał czas, żeby wsiąść na motor i odjechać. A przecież leciały w niego różne przedmioty, często celnie rzucane. A kiedy na kolejnym meczu kibicie ustawili się przy drodze, nagle pobiegł w przeciwnym kierunku, przez zasiewy pszenicy, konopi, buraków, wielkim łukiem dobiegł do motoru. I więcej już nie przyjeżdżał.

Tokarz trafił w końcu do Śląska. Ale szybko nabawił się kontuzji i wielka kariera go ominęła. Potem grał jeszcze, zdaje się, w Zagłębiu Sosnowiec, ale bez reprezentacyjnych sukcesów. Bardzo chciałbym się dowiedzieć, jak potoczyło się potem jego życie. Może mieszka w Oławie i zechce o tym opowiedzieć. A jeśli nie, może są ludzie, którzy wiedzą więcej o jego dalszych losach. Będę wdzięczny za każda informację.

L.B.

Opowiedz swoją historię

zwiń pole komentarza
komentarz z NICKiem
zarejestruj
swój NICK


Polub OSI





Waszym zdaniem (komentarzy: 0. )


podobne tematy:




komentowane




Oławski Serwis Informacyjny - pierwszy oławski portal: Oława, Jelcz Laskowice, Domaniów | OSI odtłuszczone ;) OSI i "ciasteczka"
UAD.PL | OSI - OLAWA.INFO 2004 - 2019 | reklama | redakcja | mapa serwisu | polityka prywatności | regulamin