Pierwszy raz w Oławie

- opublikowano: 16-07-2014

Był rok 1967. Mieszkałem wtedy w Żórawinie. Koniec czerwca, wakacje, upał. Siódma rano. Otwierają się drzwi i wchodzi Piotr Ryngwelski, komendant miejscowej placówki ORMO, a dodatkowo kierowca zaopatrzeniowej „nyski” w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Z zadowoleniem dojrzał, że jestem już umyty i ubrany.

Nie przyszło mi to trudno, chociaż ludzie w wieku, w którym ja byłem wtedy (miałem 14 lat), mają zazwyczaj kłopot, żeby wcześnie wstawać. Ja go nie miałem. Mieszkała wtedy z nami babcia, która uważała, że jak się leży w łóżku po piątej rano, to fanaberia, a jak po szóstej – człowiek musi być chory, osłabiony. Przychodziła wtedy, żeby mnie cucić, a robiła to, wylewając kubeł zimnej wody na mój łeb. A potem jeszcze lamentowała: – Aleś ty spocony. Choryś pewnie, bo się z ciebie aż leje. Dziś nigdzie nie pójdziesz. Zostaniesz w domu, zajmiesz się łóżkiem i podłogą. O, na schody też z ciebie pociekło.

Więc wstawałem wcześnie rano. Dziś budzą mnie koty. Tyle, że o czwartej rano. A jak dzień jest pochmurny, niekiedy dopiero o czwartej trzydzieści.

Ryngwelski spojrzał na mnie. I krótko: – Za 10 minut jesteś na dole. Trampki, spodenki, koszulka. I jedziemy.

W „nysce” siedzieli skurczeni i zaspani moi koledzy z podstawówki: Wojtek Krzyżanowski, który mieszkał w następnym domu, a w części jego mieszkania mieścił się bank spółdzielczy, który właśnie powstał. Siedział też Julek Krzyżanowski z Galowic i jakieś inne osoby, których nie znałem. Okazało się, że jedziemy do Oławy na spartakiadę banków spółdzielczych. I będziemy tam brać udział jako zawodnicy w sportowych konkurencjach. Największą frajdą była jednak jazda samochodem. Wszyscy przeżywaliśmy to z takim młodzieńczym autentyzmem, że kierowca musiał nas stopować.

Dojechaliśmy do obecnego stadionu, ale teren wyglądał wtedy inaczej niż dziś. Otoczenie było pełne zieleni. Nie było obecnej zabudowy. W miejscu, gdzie dziś jest pawilon „Biedronki”, był, zdaje się jakiś staw. Jedyną zabudową w tej części był ogromny wówczas dla mnie budynek Liceum Ogólnokształcącego. Park. Stadion pełen sportowego szyku: soczyście zielona murawa boiska, ławki, miejsca sędziowskie. Ludzie radośni i przyjaźni.

Dotąd byłem raz na stadionie we Wrocławiu na meczu Polonii Bytom, jeszcze jako kilkuletnie dziecko (Śląsk wtedy nie grał jeszcze w I lidze, a Polonia rozgrywała mecze, gdy jej stadion był w remoncie), ale pamiętałem tylko parady Szymkowiaka. U nas grała drużyna b-klasowa na boisku pośród pól uprawnych, a kiedy piłka wpadała w pszenicę, rozpoczynały się negocjacje właściciela zasiewów z piłkarzami i aktywem klubu. Wtedy można się było nasłuchać wyrazistego, niebanalnego słownictwa. A ludzie umieli się wtedy wyrazić. Niektórzy, z życiorysem jeszcze z carskiej armii, kiedy zaczynali: Ech, ty, skatinaja swołocz.... Melodia dla uszu, „harmonia sfer”.
v Miałem biegać, skakać, rzucać. Pojawił się jednak jakiś – wtedy dla nas – dorosły, bo starszy od nas na pewno, i powiedział, że on organizuje turniej badmintona, a jest ich tylko dwóch. Potrzebuje jeszcze dwóch, żeby chociaż rozegrać półfinał. Padło na mnie i na jeszcze jednego. Pierwszy raz w życiu widziałem kort do gry tenisowej. Rakiety (w szkole graliśmy w ping ponga, ale tamte rakiety to były maleństwa w porównaniu z tymi tutaj). Półfinał przegrałem gładko. Za to w walce o trzecie miejsce już udało mi się kilka razy przebić lotkę na pole przeciwnika – on był jeszcze gorszy – i zdobyłem zaszczytne trzecie miejsce, zdaje się, że na podstawie osobistej decyzji sędziego, który nie wiedział, jak pojedynek zakończyć.

Kiedy wróciłem do domu, marzyłem o rakietach i lotkach do tej gry. Ale się nie złożyło. Babcia, kiedy jej opisałem, jak wygląda rakieta i jaka jest duża, rozważała nawet, czy nie kupić, bo nadałyby się może do odcedzania makaronu. Byłoby to połączenie sportowego z pożytecznym. Potem jednak uznała, że tradycyjny durszlak jest praktyczniejszy.

Pamiętam jeszcze, że ów organizator turnieju w badmintona nosił się, jak ówczesny Jacek Fedorowicz – miał bokobrody. I bardzo Fedorowicza przypominał. Może żyje i sobie przypomni tamten czas.

L.B.

Opowiedz swoją historię

zwiń pole komentarza
komentarz z NICKiem
zarejestruj
swój NICK


Polub OSI





Waszym zdaniem (komentarzy: 0. )


podobne tematy:




komentowane




Oławski Serwis Informacyjny - pierwszy oławski portal: Oława, Jelcz Laskowice, Domaniów | OSI odtłuszczone ;) OSI i "ciasteczka"
UAD.PL | OSI - OLAWA.INFO 2004 - 2019 | reklama | redakcja | mapa serwisu | polityka prywatności | regulamin